Dla Niepodległej

Niniejsze zestawienie publikuję z wiedzą i za zgodą autorki tego unikalnego opracowania.

Nasz długi szlak walki o niepodległość i suwerenność otwierają konfederaci barscy. Walce tej zawsze towarzyszyła pieśń.

Poprzez mazurek Dąbrowskiego, pieśni powstańcze, pieśni legionów, a później partyzanckie, wojenne, Powstania Warszawskiego, aż po te współczesne, bo odzyskaną wolność znów utraciliśmy, do pieśni Solidarności, która wciąż jest aktualna, bo wciąż walczymy o to, żeby Polska była Polską.

W te dni wielkiego polskiego święta trzeba też pochylić się nad naszą historią, historią tamtych lat, z której musimy wyciągnąć wnioski, żeby już nikt nigdy nie zabrał nam państwa i nie niszczył polskiej duszy.
Polska to był piękny projekt, którego nam zazdroszczono. Czegoś jednak zabrakło, żeby mógł przetrwać w swojej dawnej formie. Dociekali tego historycy i politycy. Staropolaka próbowano zastąpić nowym Polakiem. Dzisiaj po stu latach od tamtych wydarzeń, mamy niepodległe państwo, ale czy nasza suwerenność jest taka jakiej sobie życzymy? Czy potrafimy ją zgodnie wypracować, razem, odwołujący się do tradycji Piłsudskiego i Dmowskiego ? Obaj Wielcy tamtych dni byli razem i udało się coś, co wydawało się niemożliwym. To są dwa płuca Polski, którymi państwo powinno oddychać, żeby było zdrowe i wydolne.
Ale jest jakaś nadzieja na to, bo i niemożliwy wydawałoby się scenariusz wspólnego marszu udało się zrealizować. A więc niech żyje Polska!

Kiedy świętujemy rocznicę odzyskania Niepodległości, nieuchronnie staje przed nami pytanie, dlaczego tak duże, wielonarodowe państwo, zajmujące wielki obszar Europy zniknęło z mapy świata.

Przyczyny tego były zarówno zewnętrzne jak i wewnętrzne. Upadek Rzeczpospolitej był nie tylko likwidacją jednego z państw europejskich, wydarzeniem bez precedensu w historii Europy, ale także końcem pewnego projektu polityczno-społecznego, opartego o średniowieczny uniwersalizm i starożytne wizje państwa idealnego, będącego wspólnotą wolnych obywateli, mających wpływ na rzeczywistość.

Rzeczpospolita była demokracją szlachecką, nie dostępną jednak dla mieszczan i chłopów, połączoną z monarchizmem. Liczne przywileje szlacheckie, liberum veto, wolna elekcja i przez to słabość władzy królewskiej, stanowiły zagrożenie dla państwa i dawały także okazję sąsiadom do ingerencji w wewnętrzne sprawy Rzeczpospolitej. Sam system demokracji szlacheckiej nie był jednak główną przyczyną słabości państwa. Przez XVII – wieczną Polskę przetoczyły się liczne wojny, które wywołały kryzys gospodarczy i zubożenie szlachty i mieszczaństwa. Pojawiła się silna oligarchia magnacka, która dla swoich interesów zawierała sojusze z państwami ościennymi. Władza w państwie ulegała decentralizacji.

Rzeczpospolita jednak powoli zaczynała podnosić się z regresu, czemu sprzyjały 22 –letnie rządy króla Sobieskiego. Po śmierci króla w 1696 roku, nastała zgubna dla nas era Sasów. August II Mocny połączył Saksonię i Polskę unią personalną. Zawarł sojusz z carem Rosji Piotrem I i razem uderzyli na szwedzkiego króla Karola XII. Rozpoczęła się 7-letnia Wojna Północna, która wzmocniła Rosję dając jej zwycięstwo nad Szwedami. August II poniósł jednak klęskę i zmuszony przez Karola XII abdykował z tronu polskiego na rzecz Stanisława Leszczyńskiego. Powrócił na ten tron z poparciem Piotra I, a razem z nim wkroczyły do Polski wojska rosyjskie, które z krótką przerwą nie opuściły jej do lat 90-tych XX wieku.

August II był, podobnie jak jego syn, narzędziem w rękach rosyjskich. Elekcja Stanisława Augusta Poniatowskiego, narzucona przez Prusaczkę carycę Katarzynę II była kontynuacją tej polityki. Rosja chciała protektoratu nad Polską, ale rozbiory nastąpiły z inspiracji Prus. Prusy powstały na bazie państwa Zakonu Krzyżackiego, które w 1525 roku przeszło na luteranizm i stało się lennem Polski, jako Prusy Książęce. W 1618 roku połączyli się unią z Brandenburgią a w 1657 roku wyzwolili spod zależności polskiej, korzystając z potopu szwedzkiego. Od 1701 roku stały się królestwem. Od 1871 roku król Prus był jednocześnie cesarzem zjednoczonych Niemiec. Król Wilhelm I wspólnie ze swoim protegowanym królem Polski Augustem II opracowali już w 1709 roku gotowy projekt rozbiorów, z którym w 1721 roku zapoznawano poszczególne dwory królewskie. W 1733 r. ten polski król powiedział publicznie: “trzeba Polaków nauczyć rozumu, a że nic ku temu nie posłuży lepiej niż rozbiór”.

Rozbiory Polski opóźniła znacznie śmierć króla, która nastąpiła w tym samym roku. Plan rozbiorów Polski powstawał w wolnomularskich lożach w Dreźnie, gdzie z wrogami Rzeczpospolitej, wysoko postawionymi „braćmi”, wysłannikami pruskich Hohenzollernów, spotykali się polski król i najważniejsze osoby w ówczesnej Polsce. Ich wspólny „wielki plan”, udało im się ostatecznie zrealizować w latach 1772-1795.

W 1764 roku na tron polski wstępuje Stanisław August Poniatowski, wybrany w asyście rosyjskich bagnetów. W Warszawie coraz zuchwalej rządzą rosyjscy ambasadorowie, dopuszczając się porwania polskich senatorów, żeby zmusić Polaków do przyjęcia rosyjskiego prawa. 29 lutego 1768 roku wybucha konfederacja barska, będąca pierwszym polskim powstaniem w obronie niepodległości i polskiej tożsamości. Jej upadek kończy się I rozbiorem Polski w 1772r.

Ratunkiem przed dalszym rozpadem państwa była Konstytucja 3 maja, wprowadzająca w Polsce ustrój dziedzicznej monarchii konstytucyjnej, wzmacniająca państwo i dająca większe prawa mieszczaństwu i chłopom. Wywołało to reakcję w Berlinie i Moskwie, gdzie zawiązała się konfederacja targowicka, przeciwna konstytucji. Wybucha wojna polsko-rosyjska, która kończy się II rozbiorem Polski w 1793 r.

24 marca 1794 r rozpoczyna się powstanie kościuszkowskie, w obronie konstytucji, z udziałem również chłopów i ludności Warszawy. Jego upadek daje pretekst do III rozbioru Polski w 1795r. 25 listopada tego roku król Stanisław August abdykuje i wyjeżdża do Rosji. 26 stycznia 1797r zaborcy podpisują konwencję petersburską, w której obiecują nigdy nie dopuścić do wskrzeszenia Polski.

Historia pokazała jednak jak bardzo się mylili. Polacy nie wyrzekli się dążenia do wolności. Już w 1797r na ziemi włoskiej organizowali się legioniści gen. Dąbrowskiego. Zabrzmiały słowa mazurka: „jeszcze Polska nie umarła, kiedy my żyjemy”. I Polska się odrodziła dzięki walce, pracy i ofierze pokoleń.

Pod patronatem Bonapartego wywalczono Księstwo Warszawskie w 1807r. Po jego przegranej kongres wiedeński w 1815r uczynił z Księstwa Królestwo Polskie pod berłem cara Aleksandra. Po kongresie Rosji przypadło 80 % polskich ziem. Przed Polakami stanął dylemat: współpracować z Rosją czy z nią walczyć, bo w samym zaborze pruskim czy austriackim wolnej Polski zbudować się nie da. Próbę takiej współpracy podjął początkowo książę Adam Czartoryski.

Ale Rosja, ze swoją tożsamością samodzierżawia, zbudowanego na średniowiecznej dominacji mongolskiej, traktowała Polskę jak zdobycz wojenną, a jej elity jako konkurencję. Zaczęła się twarda, brutalna walka administracji rosyjskiej z polską narodowością. Odpowiedzią były powstania listopadowe i styczniowe, zakończone klęską i ogromnymi represjami. Myślenie o niepodległości wydawało się być sprawą beznadziejną.

Ale obok zrywów zbrojnych i konspiracji była jeszcze myśl polityczna, praca organiczna i kultura, której przejawem była wielka polska kultura romantyczna. To poezja Mickiewicza, Słowackiego, Norwida, Krasińskiego, muzyka Chopina, malarstwo Matejki, inspirować będą czyn. To twarda walka wbrew zaborcy o podniesienie poziomu cywilizacyjnego Polaków i kształcenie młodzieży, której symbolem w zaborze pruskim byli Hipolit Cegielski i dr Marcinkowski. To wreszcie wiara chrześcijańska i trwanie z narodem Kościoła Katolickiego nie pozwalały na utratę nadziei i polskiej tożsamości.

Wielka Emigracja po powstaniu listopadowym stała się laboratorium politycznym, w którym pracowano nad tym, jak skutecznie walczyć o Polskę. Towarzystwo Demokratyczne Polskie wskazywało na wyzwolenie chłopów, Komitet Narodowy Polski rozwijał hasło rewolucyjnej współpracy narodów, książę Czartoryski budował koncepcję powstania w sprzyjającej sytuacji międzynarodowej. To były początki programu, który po blisko wieku podejmie Józef Piłsudski.

Dla Piłsudskiego, socjalisty, rewolucjonisty i człowieka czynu zbrojnego, realną siłą, która prowadzić będzie do suwerennego państwa w zbliżającym się na początku XX wieku konflikcie zbrojnym, będzie armia. Już od czasów strzeleckich w swoich planach stawiał na wojsko polskie. Kiedy 28 lipca 1914r wybucha I wojna światowa i zaborcy stają po dwóch stronach frontu, Piłsudski w porozumieniu z wojskiem austriackim wyrusza 5-6 sierpnia 1914r do Królestwa Polskiego celem wywołania powstania przeciw Rosji. To się nie udaje i Kompania wraca do Krakowa stając się zalążkiem Legionów Polskich przy armii austro-węgierskiej.

Z inicjatywy politycznego oponenta Piłsudskiego, Romana Dmowskiego powstaje w Warszawie Komitet Narodowy Polski, zrzeszający formacje narodowe i ludowe, który szansę na odzyskanie niepodległości widział w poparciu Rosji i państw Ententy. W wyniku działań wojennych we wrześniu 1915r Niemcy i Austro-Węgry zajmują ziemie zaboru rosyjskiego. Chcąc pozyskać Polaków do walki z Rosją, 5 listopada 1916r ogłaszają akt zapowiadający utworzenie z ziem Królestwa Polskiego „państwa samodzielnego z dziedziczną monarchią i konstytucyjnym ustrojem”. 14 stycznia 1917r powstaje w związku z tym w Warszawie Tymczasowa Rada Stanu, mająca przygotować administrację dla przyszłego Królestwa Polskiego.

W marcu 1917r Roman Dmowski składa na ręce rządów państw Ententy memoriał, w którym domaga się utworzenia niepodległej Polski z jej dawnych terenów. Po rewolucji lutowej w Rosji 29 marca 1917r Rosyjski Rząd Tymczasowy ogłasza, iż powinno powstać niepodległe państwo polskie, złączone z Rosją sojuszem wojskowym. W czerwcu 1917r dzięki zabiegom Romana Dmowskiego, zaczyna tworzyć się armia polska we Francji.

W lipcu 1917r wobec niejasnej polityki cesarzy względem Polski, Piłsudski odmawia dalszej współpracy z Tymczasową Radą Stanu. Nawołuje również żołnierzy z Legionów, aby nie składali przysięgi na wierność cesarzom i nie wstępowali do nowo utworzonych Polskich Sił Zbrojnych. W konsekwencji duża część żołnierzy służących do tej pory u boku państw centralnych zostaje aresztowana i osadzona w obozach internowania, a Józef Piłsudski trafia do twierdzy w Magdeburgu.

15 sierpnia 1917r w Lozannie powstaje Komitet Narodowy Polski na czele z Dmowskim, jednoczący wszystkie organizacje polonijne funkcjonujące na Zachodzie, przez państwa Ententy uznawany za oficjalne przedstawicielstwo Państwa Polskiego.

12 września 1917r Niemcy powołują na terenie Królestwa Polskiego, Radę Regencyjną, która ma sprawować tymczasową władzę do czasu objęcia jej przez monarchę. 15 grudnia 1917r bolszewicy, wydają Deklarację Praw Narodów Rosji, przyznającą prawa do utworzenia samodzielnego państwa, wszystkim narodom zamieszkującym tereny Rosji, w tym Polakom.

5 stycznia 1918r Premier Wielkiej Brytanii David Lloyd George oświadcza, że niepodległa Polska jest koniecznym warunkiem spokoju w Europie, a 8 stycznia prezydent USA Woodrow Wilson w orędziu noworocznym stwierdza, iż powinno być stworzone niepodległe Państwo Polskie z bezpiecznym dostępem do morza.

3 marca 1918r W Brześciu nad Bugiem Niemcy, Austro-Węgry i Rosja podpisują traktat pokojowy na mocy którego wszystkie ziemie polskie trafiają do strefy wpływów niemieckich. Chełmszczyzna przyznana zostaje nowo tworzonej państwowości ukraińskiej. Na znak protestu ostatnie oddziały polskie służące po stronie Niemiec i Austro-Węgier wymawiają służbę. 7 października 1918r wobec słabnącej pozycji Niemiec w wojnie z Ententą, Rada Regencyjna wydaje manifest proklamujący odbudowę Państwa Polskiego na podstawie 13. punktu orędzia Wilsona.

16 października cesarz austriacki Karol I, proklamuje przekształcenie Austro-Węgier w związek niezależnych państw. 28 października w Krakowie powstaje Polska Komisja Likwidacyjna na czele z Wincentym Witosem. Rozpoczyna się rozbrajanie załóg austriackich i przejmowanie władzy przez administrację polską na terenie Galicji. 1 listopada we Lwowie zaczynają się walki pomiędzy Polakami a Ukraińcami.

7 listopada w Lublinie lewica niepodległościowa powołuje Tymczasowy Rząd Ludowy Republiki Polskiej z Ignacym Daszyńskim na czele. 10 listopada Józef Piłsudski wraca z Magdeburga a 11 listopada Rada Regencyjna oddaje mu władzę nad tworzącym się wojskiem. Na froncie zachodnim podpisano zawieszenie broni. 14 listopada Rada Regencyjna przekazuje Józefowi Piłsudskiemu pełnię władzy cywilnej. Ten korzystając z nowych uprawnień tworzy rząd Jędrzeja Moraczewskiego. 16 listopada do państw zachodnich wysłana zostaje oficjalna notyfikacja ogłaszająca powstanie Państwa Polskiego. 22 listopada Dekretem o władzy reprezentacyjnej Republiki Polskiej, Józef Piłsudski nadaje sobie tytuł Tymczasowego Naczelnika Państwa oraz szereg uprawnień.

27 grudnia w Wielkopolsce wybucha powstanie przeciwko władzy niemieckiej. 16 stycznia 1919r powołany zostaje rząd Ignacego Paderewskiego popierany przez szerokie spektrum polskiej sceny politycznej. Rząd uznany zostaje również przez Komitet Narodowy Polski, a za nim przez państwa zachodnie. W opinii międzynarodowej Polska zaczyna istnieć. 28 czerwca 1919r potwierdza to Traktat Wersalski. Polskiej delegacji przewodniczy Roman Dmowski z premierem Ignacym Paderewskim.

Walka o polskie granice wciąż jednak trwa. Walka o Lwów i Zachodnią Ukrainę, wojna z bolszewikami, powstania śląskie i wielkopolskie to dalszy szlak, który zakończył się ostatecznie 15 marca 1923r kiedy Rada Ambasadorów zatwierdziła wschodnią granicę odrodzonej Rzeczpospolitej. Państwo rozciągało się od Pucka na północnym-zachodzie do Stanisławowa na południowym-wschodzie. Do września 1939 roku w tych granicach rozgrywała się historia Polski.

Polacy nie zdołali utrzymać swej niepodległości. Okupacja niemiecka i sowiecka na 50 lat przekreśliła wysiłki tamtych żołnierzy, polityków, działaczy niepodległościowych. Ale dzisiaj ponownie mamy własne, wolne państwo i wielkie zobowiązanie wobec naszych poprzedników nie zmarnowania ich wysiłków i ofiary, pamiętając słowa Piłsudskiego : „Niepodległość nie jest Polakom dana raz na zawsze” „… niepodległość jest dobrem nie tylko cennym, ale i kosztownym.”

——————

Link do oryginału:   www.salon24.pl/u/e-b/909704,dla-niepodleglej

 

Advertisements

Pomnik Katyński pozostanie na tym samym miejscu w Jersey City

Mam przyjemnosc poinformowania wszystkich Rodaków mieszkających w kraju nad Wisłą o tym, że długotrwale i usilne zabiegi prawdziwych reprezentantów Amerykańskiej Polonii broniących dotychczasowej, wspaniale ekspozycyjnej lokalizacji w miejscu zwanym Exchange Place – przyniosły owoce.

Rada Miejska Jersey City zagłosowała właśnie 6:2 za przyjęciem rezolucji, wynikiem której będzie, pozostawienie Pomnika Katynia w obecnej lokalizacji już NA ZAWSZE!

Polonia, działająca wspólnie, razem, ostatecznie postawiła kres planom i zakusom “deweloperów” przesunięcia omawianego pomnika.

Warto w tym miejscu raz jeszcze przypomnieć o tym, że haniebne plany przesunięcia pomnika, były wpierane nie tylko przez “ukryte siły wpływu”, lecz niestety, ale również wspierane/popierane były  przez osoby związane z Ambasadą RP – jak również i osoby reprezentujące w USA inne organy Państwa Polskiego.

W wielu przypadkach, były to te same osoby, które stawały na drodze Polonii Amerykańskiej w wysiłkach kierowanych przeciw uchwaleniu przez amerykański kongres kuriozalnej i krzywdzącej Polskę haniebnej ustawy S447.

Ustawy, dającej amerykańskim i międzynarodowym żydowskim organizacjom, możliwość wywierania nacisku na Polskę – w egzekwowaniu miliardów dolarów za roszczenia do mienia.

Polonia obroniła Pomnik, lecz przegrała nierówną walkę z S447. Walcząc o S. 447 z nożem wbitym w plecy przez osoby “zatrudnione” przez polskie placówki dyplomatyczne, oraz inne Organy i Instytucje RP.

Wstyd i hańba tym i tego typu “osobnikom” na wieki!

Marszu Niepodległości w Warszawie tym roku się nie będzie.

Podobnego uprzednim, cyklicznego Marszu Niepodległości nie będzie. Marsz Niepodległości w mojej opinii nie przejdzie ulicami 11 listopada Warszawy w takiej formie i taką trasą jak w poprzednich latach.

Setna rocznica i możliwa do osiągnięcia skala wielkości tego marszu – bez udziału “rządzących i opozycji” – stanie temu na przeszkodzie.

Głównym, lecz nie jedynym powodem, jest zakończenie niepowodzeniem, usilnych starań Prezydenta Andrzeja Dudy – reprezentanta. Mam tu oczywiście na myśli, zakończone niepowodzeniem, próby zaproszenia na ten jubileuszowy marsz, wszystkich dotychczasowych Prezydentów III RP. Republiki, nazwanej, jakże słusznie zresztą przez red. Witolda Gadowskiego – Republiką Okrągłego Stołu.

W tym miejscu należy objąć, pojąc i ostatecznie zrozumieć, dlaczego, Republika Okrągłego Stołu w postaci i osobach – strategicznie rozmieszczonych w wszystkich partiach politycznych “Strażników Umów Okrągłego Stołu” – do przejścia ulicami Warszawy rekordowych rzesz Polaków w tym roku, najprawdopodobniej i najzwyczajniej, po prostu nie dopuści.

Każdorazowo, kiedy tylko myślę i piszę o Polsce po 1989 roku, nazwa Republika Okrągłego Stołu – jawi się w mojej jaźni, jako znacznie właściwsza nazwa dla pokomunistycznego, tworu, mafijnego w naturze i działaniach i nie do końca polskiego – obecnego “Państwa Polskiego”. Tu zaś, w tym miejscu, nieomal natychmiast, przypominają o sobie kolejne akty politycznej farsy. Akty “odgrywane’ (celowo użyłem tego dziwnego słowa) na polskiej scenie politycznej przez trupę marnych polityków, lecz świetnych aktorów. Aktów, powiązanych 30 letnim scenariuszem z tragikomedią – odgrywaną przez najęta przez ponadnarodowe siły wpływu (te pragnące jeszcze większej kontroli, zysków -i nowego porządku dla świata…) trupę, odgrywającą “polskich polityków”. Trupę, upajającą się przydzielonymi im rolami w Polsce, a nawet i dosłownie pijaną – w trakcie odgrywania ról, wraz z aktorami pierwszoplanowymi na scenie głównej w Brukseli.

Jeśli zechcecie Państwo dokonać uniku przed rzeczywistością, żądając ode mnie twardych dowodów na poprawność mojego twierdzenia o tym: że kolejne akty polskiej tragikomedii pod tytułem “Republika Okrągłego Stołu” są powiązane 30 letnim scenariuszem, to w zamian tego, czyż nie łatwiej ściągnąć różowe okulary i dobrze rozejrzeć się wokoło?

Po ściągnięciu różowych okularów, być może, łatwiej cześć dostrzeże, dlaczego i jak szybko Pan Prezydent Andrzej Duda ostatnio reagował.

Kiedy to, po odmowie wspólnego wzięcia udziału w marszu “poprzedników” – zapewne w wyniku dodatkowych przemyśleń (alternatywnie zaś, w wyniku pociągnięcia za sznurki) znalazł inne wyjście. Przyznacie Państwo, że wyjście absolutnie konieczne. Skoro i jeśli p. Prezydent, pragnął zachować i wyjść z tej politycznej wpadki chociażby z połową twarzy. Dlatego właśnie, mniejsza z tym, czy dzięki własnej inteligencji, czy też za sprawą dorady osób trzecich, nie mogąc się z poprzednikami bliżej “kolegować”, postanowił się z byłymi Prezydentami Republiki Okrągłego Stołu w zamian – solidaryzować.

Cześć czytelników zapewne już zauważyło, że posługuję się i używam w tej publikacji, całych akapitów pozapożyczanych z mojej ostatniej notki. Tak właśnie jest, a czynię tak z namysłem i celowo, bowiem te tematy i rzeczy łączą się sobą niezmiernie.

C.D.N

Dopisek Autora:  Zapowiedziane na portach Salon24.pl oraz NEon24.pl rozszerzenie i dalsze rozwinięcie tematu wkrótce.

Kolejny akt politycznej farsy tym razem na 100 lecie odzyskania przez Polske niepodległości

Zostałem poproszony przez czytelników moich skromnych blogów o dokonanie analizy bieżące sytuacji politycznej w Polsce. Jako, że z szybkością podobną do planowanej szybkości Pendelino, zbliżają się obchody 100 rocznicy odzyskania przez Polskę niepodległości i związany z tym świętem Marsz Niepodległości w Warszawie – to podejmę ten właśnie temat.

Zacznę, od przypomnienia i podkreślenia usilnych starań Prezydenta Andrzeja Dudy, zaproszenia na ten jubileuszowy marsz, wszystkich dotychczasowych Prezydentów III RP. Nazwanej, jakże słusznie zresztą przez red. Witolda Gadowskiego – Republiką Okrągłego Stołu. Pozostawmy jednak chwilowo ten wyjątkowo drażliwy temat na boku. Skupiając się na nadchodzącym Święcie Niepodległości i na wspomnianym już marszu. Jednocześnie, skupiając się na słowach i działaniach wszystkich Prezydentów Republiki Okrągłego Stołu z obecnym Prezydentem Andrzejem Duda na czele.

Jak czytelnicy zapewne zauważyli, pozornie się przejęzyczyłem powyżej, pisząc “Republiki Okrągłego Stołu” w miejsce nazwy oficjalnej. Nazwy, która została powszechnie i przez wszystkie dawne i obecne partie polityczne działające na polskiej scenie politycznej oraz polskojęzyczne media, przyjęta i uznana jako jak III RP. Na swoje usprawiedliwienie w bezpośredniej relacji do mojego przejęzyczenia, mam jedynie to, że posiadając umysł ścisły, nazwa Republika Okrągłego Stołu nieustannie nasuwa się na moją myśl. Dosłownie każdorazowo, kiedy tylko myślę i piszę o Polsce po 1989 roku, nazwa Republika Okrągłego Stołu – jawi się w mojej jaźni, jako znacznie właściwsza nazwa dla pokomunistycznego, mafijnego w naturze i działaniach – obecnego “Państwa Polskiego” nie do końca polskiego. Tak właśnie jest. Nie tylko p. Witoldowi Gadowskiemu, ale i mnie, a zapewne też i dla wielu innym, bardziej świadomym faktycznego stanu “Rzeczpospolitej” (ale nie polskiej) nazwa Republika Okrągłego Stołu, nasuwa się jako właściwsza, nie tylko mimowolnie, ale i nieomal automatycznie.

Wracając do tematu głównego, przechodzę do rzeczy. Kiedy wiceszef Kancelarii Prezydenta, p Paweł Mucha, ku zdziwieniu wielu, zapowiedział, że na uroczyste obchody 11 listopada (obchody w formie wspólnego marszu) Prezydent Andrzej Duda zaprosił byłych prezydentów i premierów, w tym: Bronisława Komorowskiego, Aleksandra Kwaśniewskiego, Lecha Wałęsę, oraz byłego premiera Donalda Tuska – nikt praktycznie nie wiedział, jak sprawy się dalej potoczą. Prezydent Andrzej Duda aby nadać wystosowanym zaproszeniom większą wagę i głębsze znaczenie, w wywiadzie dla „Rzeczpospolitej” oświadczył:

„(…)Chciałbym, żebyśmy razem poszli w Marszu Niepodległości, i jest to kwestia odpowiedzialności wobec społeczeństwa” Dodając: “Stańmy obok siebie i pokażmy ludziom, że można być razem. Można się nie gryźć. Tak jak usiadłem z (szefem Rady Europejskiej) Donaldem Tuskiem i nie rozmawiałem z nim o moim stosunku do decyzji, które są podejmowane w Radzie Europejskiej(…)”

Wszystko to jednak na nic. Na reakcje Lecha Walesy nie trzeba było bowiem długo czekać. Tenże, oświadczył wkrótce publicznie w odpowiedzi i relacji do tego zaproszenia:

“zaproszenie otrzymałem, ale odmawiam”

Zaproszenia do wspólnego udziału w marszu, odmówił również były Prezydent Republiki Okrągłego Stołu Bronisław Komorowski. Tłumacząc odmowę Radiu Zet w ten oto sposób:

“Bo z jednej strony oczywiście takie obchody zdarzają się raz na sto lat, ale iść po to, żeby słuchać jakichś inwektyw, albo udawać, że się nie słyszało wcześniejszych inwektyw pod swoim własnym adresem, pod adresem całego obozu politycznego, który został zdefiniowany jako »drugi sort« obywateli, jako »zdradzieckie mordy« – ja, szczerze mówiąc, nie bardzo mam na to ochotę”.

Wprawdzie, kolejny były Prezydent Republiki Okrągłego Stołu Aleksander Kwaśniewski wprost chyba nie odmówił (jeśli odmówił, to nie jest to dla mnie wiadomym) udziału w wspólnym marszu, ale oczywistym było, że w zaistniałej po tamtych odmowach sytuacji, i na tego eks-prezydenta czynny udział w marszu, liczyć było Prezydentowi Andrzejowi Dudzie nie sposób.

Parafrazując mojego przyjaciela Polela, sytuacje tego oto marzenia Andrzeja Dudy:  “Stańmy obok siebie i pokażmy ludziom, że można być razem” – w formie planowanego, lecz niedoszłego do skutku, braterskiego pochodu w jednym szeregu wszystkich Prezydentów Republiki Okrągłego Stołu (jeśliby ktoś, ktokolwiek, poczuł się urażonym, to nie przepraszam, trudno, musi się Pan/Pani tej nazwy nauczyć = jakoś się z tym nazewnictwem pogodzić i dalej żyć!) określę w ten oto sposób.

Najwyraźniej, Szanowny Pan Prezydent Andrzej Duda bardzo chciał się ze swoimi poprzednikami bliżej kolegować. Oni jednak jak widać, ani “ciupkę kolegować się” z obecnym Prezydentem jakoś nie zechcieli.

Pomimo faktu, jak wielki spotkał Pana Prezydenta Andrzeja Dudę zawód, to ten jednak, zapewne w wyniku dodatkowych przemyśleń (alternatywnie zaś, w wyniku pociągnięcia za sznurki) znalazł inne wyjście. Przyznacie tu chyba Państwo, że wyjście absolutnie konieczne, skoro i jeśli p. Prezydent, pragnął zachować i wyjść z tej politycznej wpadki chociażby z połową twarzy. Dlatego właśnie, mniejsza z tym, czy dzięki własnej inteligencji, czy też za sprawą dorady osób trzecich, nie mogąc się z poprzednikami bliżej “kolegować”, postanowił się z byłymi Prezydentami Republiki Okrągłego Stołu w zamian – solidaryzować.

Na owoce i konsekwencje podjęcia tej decyzji, przez …… ? (nie zamierzam tu ani przez moment dociekać, przez kogo decyzja ta została podjętą) nie trzeba było długo czekać.

Diametralną zmianę planów Prezydenta Andrzeja Dudy w relacji do nie uczestnictwa Głowy Państwa w planowanym Marszu Niepodległości przekazał zdębiałym Polakom rzecznik Pałacu Prezydenckiego p. Błażej Spychalski.

Wielu, po tym kolejnym akcie politycznej farsy (granej Polakom nieustannie od 3 dekad) zapyta zapewne.

Co nam robić teraz? Czy należy śmiać się nadal, czy pora jest już nam wszystkim nad Polską jedynie zapłakać?

Decyzje w tej kwestii powinny być w mojej opinii podjęte na miarę wiedzy i intelektu poszczególnych osób – i dlatego, podejmowane muszą być indywidualnie.
Ja, zamierzam ze swej strony, kolejne odsłony tego spektaklu, nadal spokojnie obserwować. Kiedyś ta farsa wreszcie się zakończy. Nie pytajcie mnie jednak jakie to będzie zakończenie. Tego, to nie tylko ja, ale i nikt inny zapewne nie wie.

Teraz, na pocieszenie zawiedzionym. Mam tu na myśli wszystkich tych, dla których marzenie Andrzeja Dudy o stanięciu w jednym szeregu wszystkich Panów Prezydentów Republiki Okrągłego Stołu, napiszę co następuje.

Jako pilny obserwator polskiej sceny komiczno/politycznej, będący jednocześnie, czynnie zawodowym analitykiem (nawet i moi wrogowie, twierdzą, że analitykiem ponoć nie najgorszym..) domniemam, że do takiego, wymarzonego przez Pana Prezydenta Andrzeja Dudę wspólnego marszu już wkrótce dojść może. Przypuszczam jednak, że marsz takowy, jeśli już, to będzie miał miejsce nie w Polsce. Najprawdopodobniej, przynajmniej w mojej opinii – dojdzie do takiego, jawnie/publicznego aktu braterstwa wszystkich Panów Prezydentów Republiki Okrągłego Stołu (włącznie z obecnym) – w mieście Kijowie na Ukrainie. Dojdzie, zaraz po tym, jak polski premier Mateusz Mazowiecki, ogłosi wszem i wobec, że zatroskana o stan reform i demokracji Polska, udzieli Ukrainie dalszego kredytu.

Zapytacie zapewne. Skąd ten nowy “polski premier” weźmie na to wszystko pieniądze?

Ależ to nie jest żaden problem. Podobnie ja stało się uprzednio, pieniądze dla Ukrainy zostaną pożyczone. Tak. Po prostu zostaną pożyczone w imieniu i na konto bogatych polskich podatników. Pożyczone jak uprzednio Ukrainie darmo, lecz jednocześnie pożyczone przez Polske na wysoki procent.

Suma kolejnego, dodatkowego miliarda Euro w formie kredytu/pożyczki dla Ukrainy, nie będzie zapewne większym problemem, dla tak doświadczonego i biegłego bankiera, jakim jest ponoć Premier Mateusz Morawiecki.

Scena końcowa.

Już teraz widzę oczami politycznej wyobraźni, wszystkich byłych i obecnego Pana Prezydenta, idących zgodnie w jednym szeregu. Cóż to za widok. Ideologiczne braterstwo minionej epoki, w akcie maszerujących i niosących na ramionach, zasłużonego, najwierniejszego z wiernych Strażnika Umów Okrągłego Stołu – Pana Prezesa Jarosława Kaczyńskiego. Czy wtedy POLSKI PANOWIE – PREZYDENCI jednym głosem być może zakrzykną. Skandując, na podobieństwo okrzyków wzniesionych obok Prezesa PiS w 2013 roku Kijowie. Kiedy to, p. Prezes PiS Jarosław Kaczyński, bezrefleksyjnie i biernie, pozostał u boku Oleha Tiahnyboka, kiedy ten witał zgromadzone tam rzesze ukraińskich nacjonalistów. Pozdrawiając potomków, zwolenników i wielbicieli myśli i czynów Stepana Bandery, okrzykami:

“Sława Ukrajini! Herojam Sława!”

 

Dopisek Autora: Intelektualnym lenistwem i zbytnim uproszczeniem, byłoby stwierdzenie, że dokonując powyższej analizy i pisząc w ten sposób, to ja, autor powyższego tekstu kompletnie oszalałem.

Aforyzm PO-wyborczy Smoleńsk i proste pytanie

w wielkich miastach, niby na wyspach, trzymają się jeszcze wspierani przez Rosję i Niemcy politycy Platformy Obywatelskiej, reszta, wsie, bory, pola, rzeki, są już w polskim ręku…

  Czy aby jednak na pewno w polskim  ręku?

Stawiam tak formułowane 1 pytanie – nie bez zasadnych ku temu powodów. Głównym jest Smoleńsk. Śmierć 96 ofiar na nieludzkiej dla Polaków ziemi, bez kary i bez właściwego wyjaśnienia. Lata już minęły, odkąd to Prawo i Sprawiedliwość jest u władzy. Tymczasem, podsumowanie śledztwa/dochodzenia w sprawie Smoleńska po ponad 8 latach, w tym 3 latach rządów Sprawa i Sprawiedliwości wygląda następująco:

1. Nie wysunięto żadnych oskarżeń.

2. Nikt za nic nie poniósł odpowiedzialności.

3. Nie ma za Smoleńsk winnych.

Nie ma!

Dlatego, to właśnie Smoleńsk, jest niejako koronnym dowodem – na zbyt częste wybieranie przez PiS –jedynie pozorowania działań. Co zaświadcza bardzo dobitnie o tym, jak dalece Prawo i Sprawiedliwość na czele i wraz z tej partii liderem i przywódcą, jest wplatany/uwikłany w mafijny w naturze, kryminalny w działaniach po-Magdalenkowy polityczny układ.

Czy Polska, aby na pewno jest w polskim ręku?

Pozostawiam wszystkich, predysponowanych i zdolnych do głębszej refleksji z tym właśnie pytaniem.

Wegetarianizm-Weganizm jako wynik i pochodne chęci mnożenia zysku

Rok za rokiem, obserwujemy i jesteśmy poddawani, coraz to bardziej nasilanej medialnej narracji, propagandzie i presji – zostania wegetarianami. Wmawia się nam ludziom, wbrew wiedzy, nauce, faktom i logice, coraz to nachalniej, że jedzenie mięsa, a nawet i nabiału, jest dla nas (ludzi) błędnym i niezdrowym sposobem odżywiania. Na Salonie 24.pl bloger @alimira opublikował notkę: https://www.salon24.pl/u/alamira/902252,triumfalny-pochod-wegetarian Drugą notkę, poruszającą temat weganizmu – w tym samym praktycznie czasie, opublikował bloger @doku https://www.salon24.pl/u/doku/902975,czy-weganizm-to-tylko-sentymenty  Zajmijmy się wpierw pierwszą z linkowanych notek. Znamiennym jest już sam tytuł “Triumfalny pochód wegetarian”. Likowana notka, zawiera w sobie tak oto stawione pytanie:

“Dlaczego tak się dzieje?”  Poparte kolejnymi, nie mniej trafnymi pytaniami:

* Czy to tylko sentymentalny odruch związany z miłością do zwierząt?

* Co się za tym kryje?

* Jakie biznesy lobbują za takim rozwiązaniem?

Udzielenie logicznie poprawnej, jednocześnie zwięzłej odpowiedzi na pierwsze z postawionych w tej notce pytań:   “Dlaczego tak się dzieje?” jest praktycznie niemożliwe. Złożoność zagadnienia – jest tu głównym powodem. Nie co łatwiej, przedstawia się sprawa z drugim pytaniem, niejako sugerującym, że wegetarianizm, może być wywoływany u niektórych ludzi, przez , poprzez, i jako wynik – sentymentalnych odruchów, związanych z miłością do zwierząt. Bezsprzecznie bowiem, zjawisko nadmiernego “przenoszenia” w wielu krajach wysoko rozwiniętych, uczucia miłości i instynktów rodzicielskich głównie na zwierzęta, (co obserwujemy najczęściej w rodzinach i “związkach” bezdzietnych) posiada znaczny wpływ przy podejmowaniu decyzji o odejściu od spożywania mięsa (następnie zaś nabiału, potem zaś tłuszczów, nawet i tych pochodzenia roślinnego).

Kolejne dwa pytania, czyli:

“Co się za tym kryje?” oraz “Jakie biznesy lobbują za takim rozwiązaniem?”

– nie tylko, że wiążą się z sobą, ale pierwsze z tych pytań, jest tu odpowiedzią na pytanie drugie.

Propagowaniem wegetarianizmu i weganizmu zajmują się bowiem głównie, nie szczędząc pieniędzy na finansowanie wszelkich form “krucjat przeciw mięsu” największe, teraz już ponadnarodowe (ważne słowo!) koncerny żywnościowe! Zaopatrujące, każdego dnia, coraz to większą procentowo populacje mieszkańców naszej planety w konieczne ludziom do życia pożywienie. Warto, w tym właśnie miejscu na moment się zatrzymać, następnie głębiej zastanowić nad tym, co faktycznie jest, zarówno celem, jak i motorem – napędzającym propagowanie (finansowanie) wegetarianizmu przez największe, między-ponad-narodowe koncerny spożywczo/żywnościowe.

W tym miejscu, celowo posłużę się (dla podświetlenia tematu “od spodu”) w mojej argumentacji, cytatami, zapożyczonymi z drugiej, z likowanych powyżej notek. Autor której to, jako typowy “aktywista” posłużył sie głównie zapożyczonymi od ludzi o podobnym Mu światopoglądzie “informacjami i danymi”. W efekcie czego, zapewne zupełnie nieświadomie, udowodniając “KTO i CO” (dodatkowo zaś dlaczego) stoi za szerokim i coraz to bardziej nachalnym promowaniu stylu życia opartym na wegetarianizmie. Jako fazie wstępnej i jedynie etapem. Celem ostatecznym bowiem, wielkich między-ponad-narodowych koncernów, jest weganizm, jako mogący bezsprzecznie przynosić dla koncernów spożywczo/żywieniowych, jeszcze większe zyski w przyszłości.

Proszę teraz bardzo uważnie odczytać ten oto fragment:

“(…) wydajność produkcji zwierzęcej dla ludzi jest od 5 do 10 procent (1 kęs za 10 lub nawet za 20 kęsów), w zależności od produktu: mleko jest na jednym biegunie – 10%-owa wydajność; wołowina – 5%-owa wydajność. Oznacza to, że do wyżywienia ludzi sadownicy i ogrodnicy potrzebują 10 razy mniej ziemi niż rolnicy, zużywają 10 razy mniej energii i innych zasobów, produkują 10 razy mniej zanieczyszczeń, generują 10 razy mniej kosztów.(…)” 

10 RAZY MNIEJ KOSZTÓW = ZNACZNIE WIĘKSZY ZYSK DLA KONCERNÓW SPOŻYWCZO/ŻYWIENIOWYCH. 

Czyli, kiedy nie wiadomo “o co chodzi” – to najczęściej chodzi o pieniądze.

To wiemy, a przynajmniej powinniśmy to wszyscy wiedzieć. W tym miejscu, czyli po pełniejszym uświadomieniu wszytkim faktu, że głównym celem wielkich, międzynarodowych koncernów jest podniesienie i pomnożenie uzyskiwanych przez nie ZYSKÓW (profitów) cała reszta, związana pośrednio i bezpośrednio z zagadnieniami coraz to bardziej nasilanego propagowania wegetarianizmu – stanie sie dla was zapewne prostszą, przez co bezsprzecznie jaśniejszą.

Następnie zaś, stanie się możliwą do szerszego objęcia i rozumienia zarówno samego tematu, jak i zrozumienia:

“Dlaczego tak się dzieje” —-> w relacji do “triumfalnych pochodów wegetarian”.

Ludzi jakże podstępnie “okradzionych” z wysokokalorycznego pożywienia jakim jest mięso, zawierające w sobie również, oprócz wysokoenergetycznych kalorii, wiele innych, niezwykle cennych substancji odżywczych, wartościowych i koniecznych ku zdrowemu i długiemu życiu.

Wegetarianie i weganie, jakże często ostatnio, próbują narzucać swój styl życia i odżywiania innym. Pozostając najczęściej nieświadomych tego, że używani są przez wielkie koncerny (bogatych tego świata) jedynie jako narzędzia, służące do łatwiejszego i szybszego pomnażania ich zysków.

Zakończę tym, że absolutnie nie namawiając nikogo, tym bardziej zaś, nie wskazując nikomu —-> co powinni, czy nie powinni “jeść” pozwolę sobie jedynie zauważyć co następuje.

Aby względnie szybko, jednocześnie maksymalnie pojąc i zrozumieć, do jakiej to grupy, my ludzie należymy w znaczeniu i sensie:

a) mięsożercy = drapieżniki

b) – roślinożercy = ofiary drapieżników

– wystarczy nam stanąć przed lustrem. Cóż wtedy natychmiast widzimy? Otóż. miedzy innymi widzimy to, że nasze oczy będąc bardzo blisko siebie, usytuowane są z przodu naszej głowy, nie zaś po jej bokach. Już ten jeden, niezaprzeczalny fakt, świadczy i zaświadcza niezwykle mocno o tym, że jako “gatunek” – my ludzie, należymy do grupy drapieżników, czyli —-> MIĘSOŻERCÓW!

Jeśli komuś, komukolwiek, ten niezaprzeczalny fakt i dowód nadal nie wystarcza, to polecam wtedy sprawdzenie własnego (miejmy tu nadzieje, że nadal własnego…) uzębienia. Cóż to bowiem widzimy, po otwarciu naszych ust i uniesieniu (opuszczeniu) warg? Widzimy kształt naszych zębów (jakże typowy dla drapieżników) dodatkowo, nie jest trudno nam zauważyć, kolejny, niezaprzeczalny fakt. Zarówno w naszej górnej, jak i w dolnej szczęce, widoczne są bardzo wyraźnie, nasze 4 KŁY (posiadamy bowiem, podobnie jak większość drapieżników 4 zęby kłowe).

Dalszych dowodów na naszą (ludzi) przynależność do grupy drapieżników (mięsożerców) celowo nie będę przedstawiał. Te dwa bowiem, aż nadto powinny tu i w tej kwestii wystarczyć.

Jeśli nadal ktoś posiada dowolnego typu dalsze wątpliwości, co do zgodności z stanem faktycznym (prawdą) dokonanej przeze mnie powyżej, najprostszej kategoryzacji nas (ludzi) i umieszczenie nas wśród i pośród żyjących na ziemi mięsożernych drapieżników, to jest to tak dalece poza moją kontrolą, jak dalece jest poza moją chęcią – objaśniania i tłumaczenia oczywistych – oczywistości. Tym bardziej, że mowa była o jedzeniu, zaś stare przysłowiowe uczy nas prostej prawdy o tym, że tak – jak z głodnym się nie naje, to tak samo – z głupim, nie sposób się jest nagadać.

Postscriptum: Niestety, ale będąc mocno ograniczony pracą zawodową. dostępnymi na blogerską działalność, przedziałami tzw. “wolnego czasu” raczej nie będę mógł szybko (w realnym czasie) odpowiadać na ewentualne czytelników uwagi i komentarze. Jednakże, chętnych do podjęcia tematu zgodnie z jego prawdziwym obliczem (nie dotyczy zdrowia a jedynie zysku) i prowadzenia dalszej rozmowy/dyskusji na odpowiednim tematowi poziomie, bardzo serdecznie zapraszam na mój blog na WordPress https://fatamorganblog.wordpress.com/ Powyższą notkę również tam opublikuje. Czasem, wprawdzie odpowiadam (tam) na zamieszczone komentarze dopiero po upływie kilku dni (za co z góry serdecznie przepraszam) jednakże, na swoje usprawiedliwienie dodam tu, że zawsze staram się na każdy jeden zamieszczony tam komentarz w pełni odpowiedzieć.

Pedofilia i Kler – być może mylisz się Bracie Damianie

Inspiracją do napisania tej notki, był niezwykle ciekawy felieton piszącego na tym portalu Brata Damiana. Opatrzony przez tutejszą Administracje, znamiennym tytułem  “Skąd się biorą księża-pedofile? Tak nawiasem mówiąc, jest to pierwszy i jedyny wpis Brata Damiana – z którego treścią i przekazem – mogę się zgodzić. Nie to jednak jest tu ważnym.

Brat Damian, pisząc tym razem o zjawisku pedofilii wśród i pośród duchowieństwa katolickiego, występującym i liczonym promilach (nie zaś w procentach) być może, minął się jednak z prawdą.

Wytłumaczę dlaczego tak myślę. Moje wytłumaczenie z łatwością, może okazać się jednak w dobie, podsycanej głównie przez rządnych, coraz to większej, na końcu zaś absolutnej władzy nad światem globalistów (kwestia celów) wzmagającej się nieustannie nagonki na “kler” – sporym zaskoczeniem dla wielu. Włącznie być może, z zaskoczeniem samego autora linkowego powyżej tekstu.

Zacznę moje “wyjaśnienia” związane z tematem stopnia i skali występowania zjawiska pedofilii wśród kleru od wprowadzenia. Polegającego, na podaniu ważnych i kluczowych informacji. Koniecznych, dla pewniejszego zrozumienia pedofilii, będącej wyjątkowo ohydnym w naturze wynaturzeniem ludzkiej psychiki i niezwykle groźną dla społeczeństw – chorobą psychiczną.

Chorzy na omawianą chorobę zboczeńcy (nie ulegając tzw. poprawności politycznej, zawsze nazywajmy ich po imieniu!) niejednokrotnie bowiem, dopuszczają się innych, dodatkowych i jeszcze cięższych od molestowania seksualnego i popełnianych przez nich gwałtów na nieletnich, przestępstw natury kryminalnej. Włącznie z dokonywaniem morderstw na ofiarach ich zboczenia – w celu zatarcia śladów ich choroby i postępowania.

Podejmując ten trudny, niesłychanie złożony i skomplikowany problem i temat, nie należy również i o tym, najgroźniejszym z wszystkich okropnych konsekwencji pedofilii aspekcie, nigdy nam zapominać.

Przechodzę do rzeczy.

Problem zjawiska pedofilii, nie jest mi obcy – przez i poprzez moją prace zawodową. Tak się bowiem złożyło i zdarzyło, że na początku obecnej dekady, studio analityczne, którego to jestem założycielem i właścicielem w USA dokonywało na zamówienie jednej z największych w USA sieci “Day Care Centers” specjalizującej się w dziennej opiece nad dziećmi w wieku przedszkolnym, bardzo szczegółowej i wnikliwej analizy groźnego dla naszych najmłodszych zjawiska pedofilii. Głównym celem analizy, było stworzenie i wypracowanie, skutecznych metod, mogących pomóc, zarówno w prześwietleniu pod kontem pedofilii, zatrudnianego już personelu, jak tworzeniu skutecznych procedur i barier, mogących skutecznie pomóc, w unikaniu (cel ostateczny, wyeliminowanie) przyszłego zatrudniania osób/personelu najprawdopodobniej, mogących posiadać – aż tak dalece posunięte, chore psychicznie skłonności.

Nie chcąc zanudzać czytelników, opisywaniem procesu zbierania potrzebnych ku dokonaniu tego typu analizy danych, oraz innych, rozlicznych, podjetych przez nasze studio czynności, podam jedynie kluczowe informacje. Skupiając się w końcowej fazie celowo, na informacjach, bezpośrednio dotyczących zjawiska występowania pedofilii wśród i pośród tzw. “kleru” w ścisłej relacji do osób “duchownych” wyznania Rzymsko-Katolickiego. Posłużę sie w tym celu, danymi – uzyskanymi w wyniku dokonanej w USA ankiety.

Celem przeprowadzonej ankiety, było zadanie pytań i zebranie odpowiedzi, dotyczących przede wszystkim. rozlicznych i wszelkich form molestowania natury seksualnej. Ankietę, pod nazwą National Sexual Health Survey (NSHS) przeprowadzono na wyjątkowo dużej grupie badanych. Liczonej w tysiącach. To zaś, czyli juz sam fakt, bardzo znacząco wpływa na wiarygodność i bliskość (statystycznie oceniając) z stanem faktycznym, otrzymanych odpowiedzi.

Mówimy tu bowiem o puli 8 400 osób dorosłych, poddających się ankiecie anonimowo i dobrowolnie.

Jeśli mnie pamięć nie myli, ankietowane osoby, reprezentowały bardzo szeroki przedziale wiekowy, bo od 18 do ponad 80 lat. Pytania w omawianej ankiecie, zostały zadane reprezentacyjnie równej grupie Amerykanów obojga płci i zebrane w 1996 roku. Główne informacje i dane uzyskane w wyniku tej ankiety przedstawiają się następująco.

Na pytanie sformułowane:

Czy byleś/byłaś kiedykolwiek, będąc wieku ponizej 18 roku życia, molestowany/molestowana seksualnie w znaczeniu – zmuszany/zmuszana pod presją i jakąkolwiek i dowolną formą zagrożenia, do uprawiania dowolnej formy czynności i aktów natury seksualnej, przez osobę/y dorosłą/e?

– 15% ankietowanych kobiet i 3% mężczyzn odpowiedziało – TAK.

Dalsze i kolejne pytania, ujawniły, że do aktów seksualnego w naturze molestowania ankietowanych, dochodziło najczęściej w przedziałach wiekowych od 14 do 17 lat.

Podając kolejne dane dane z pamięci (mogę zatem pomylić się o powiedzmy +/- 3%) napisze jedynie, że ta grupa wiekowa, będąc zdecydowanie największą, stanowiła nieomal połowę osób seksualnie molestowanych w dzieciństwie.

Co do kolejnych danych ktore teraz podam, żadnych wątpliwości takowej już nie będzie.

Pamiętam bowiem, jako ojciec (wtedy – ojciec dzieci właśnie w tym wieku) te zatrważające dane.

Dzieci w wieku od 6 do 10 lat – stanowiły bowiem jak się okazało – 34% – jakże przecież bezbronnych ofiar pedofilów.

Co pragnę teraz przekazać i bardzo mocno podkreślić, to informacja i fakt, że w przypadkach seksualnego molestowania dzieci poniżej 12 roku życia (wszystkie formy molestowania włącznie) zboczeńcami chorymi na pedofilie – najczęściej, okazały się osoby – opiekujące się w tym czasie dziećmi.

Były to najczęściej osoby wynajęte do opieki, lecz nie tylko, ponieważ w tej niechlubnej grupę zboczeńców-pedofilii, człon stanowiły również i osoby – w różnym stopniu spokrewnione i spowinowacone z ofiar rodzicami

Szokującym jest tu również niezaprzeczalny fakt, że i sami rodzice ofiar tych wynaturzeń (w [pojęciu rodzice, należy wliczyć – ojczym, macocha i rodzice zastępczy) stanowią haniebne +/- 6 %.

Wielokrotnie ostrzegamy nasze dzieci przed kontaktami z osobami “obcymi”. Nie bez powodu.Osoby “obce” stanowią bowiem (w relacji do problemu ataku naszych dzieci przez pedofilii) aż +/- 10 % omawianych statystyk.

Ze względu na niemożność zadania zbyt wielu pytań, dotyczących dokładnego słownego zdefiniowania, wszystkich możliwych i rozlicznych powiązań, pomiędzy dopuszczających się aktów molestowania seksualnego pedofilami – typu – podam tu dla przykładu: nauczyciel, opiekun, sąsiad, wujek, ciocia, kuzyn, itd, itp. – ankieta na której oparłem podawane informacje i dane, w jednym z zadanych pytań, dopytywała ofiary i prosiła o maksymalne i dokładne sprecyzowanie “powiązania” pedofilii z ofiarami, w specjalnej stworzonej dla tego kategorii “other” (osoby inne)

Celowo prosząc ankietowanych, o bardzo dokładne odpowiedzenie na pytanie “Who?” (Kto?)

Odpowiedzi 8 400 osób ankietowanych na tak postawione pytanie były bardzo różne.

Wymieniono, udzielając odpowiedz na tak stawiane pytanie, osoby z różnych grup społecznych. Wymieniając w udzielonych odpowiedziach – praktycznie wszystkie “zawody i profesje”. Padały prawie wszystkie możliwe nazwy i słowa.

Wszystkie, oprócz powszechnie używanego angielskiego słowa PRIEST.

Słowa, określającego bezsprzecznie przecież przynależność do, ostatnio, frontalnie i wściekle atakowanego przez globalistów i ich popleczników “Kleru”. Dla mnie, dla człowieka zajmującego się analizami zjawisk i statystyką codziennie i zawodowo, brak wyszczególnienia katolickich księży (kleru) wśród i pośród grona amerykańskich pedofilii, zaświadcza i świadczy o jednym.

Zaświadcza o tym, że mamy do czynienia z występowaniem pedofilii wśród i pośród katolickiego kleru, w stosunkowo bardzo małej skali. Liczonej nie w promilach, a jedynie w ułamkach promili.

Rzymsko/Katolickie duchowieństwo (Kler) jest w mojej opinii zbytnio atakowane.

Wściekle atakowane i zwalczane daleko ponad miarę – faktycznego istnienia zjawiska pedofilii i przewinień u osób związanych z Kościołem Katolickim.

Można się zgadzać z przedstawioną przez mnie powyżej opinią – lub nie, jednakże, takie są najbardziej bliskie prawdy, statystycznie mierzone informacje i fakty.

————————————————————————–

Dopisek.

Powyższy tekst, został skopiowany i “przeniesiony” z portalu Salon24.pl –

https://www.salon24.pl/u/fatamorgan/902061,pedofilia-i-kler-byc-moze-mylisz-sie-bracie-damianie

– po zamieszczeniu tam przeze mnie tego oto informacyjnego w naturze komentarza:

@ALL

Szanowni Państwo!

Właśnie “tylnymi drzwiami” dotarła do wiadomość o tym, że powyższa
notka, najprawdopodobniej wkrótce nie będzie już dłużej eksponowana na
stronie głównej.
Szkoda, bo zapowiadała się bardzo ciekawa dyskusja.

Tym
bardziej szkoda, że temat ważny, będący zmanipulowanym przez media do
stopnia kłamliwego absurdu.

Dlatego właśnie, opublikuje powyższy tekst,
również i na mojej prywatnej stronie na WordPress.
Następnie, wkleję tam
w formie komentarza, kolejno – kopie wszystkich waszych komentarzy.

Osoby chcące prowadzić rozmowę i kontynuować zaczęta dyskusje, bardzo
serdecznie zapraszam na wspomniany blog. Oto link:

https://fatamorganblog.wordpress.com/

Uwaga: Zapowiedziane kopie kometarzy z portalu Salon24.pl – wkleję poniżej w formie komentarzy po całkowitym zakończeniu tam dyskusji.

Informacje

Nic o Polelu nie jest pewnym. Niestety, ale ja nie otrzymuje wystarczająco pewnych, potwierdzonych, tym bardziej zaś wyczerpujących informacji.

Pozornie wiem. Pozornie, bo pewności co do WIEM to żadnej nie posiadam.

Większość z tego co “wiem”, to tylko dobra wola Polela “kolegów”.

Ostatnie miejsce kontaktu, zatem i domniemanego pobytu Polela jest (dawno!) już ustalone. Przyznam – i ja zdębiałem, jak usłyszałem słowo “dawno”!

Wszystko, co jest ponad otrzymane “szczątki informacji” …  to więcej się domyślam – niźli faktycznie jestem informowany.

Oni (poszukujący Polela) już TAM są. I tak nie jest nie od kilku, ale – ponoć już od kilkunastu (kilkunastu!) dni.

Dowiedziałem się również, że zaczął się nowy etap = etap, właściwych poszukiwań Polela. Tu wyjaśnieniem(?) {wiem, wiem, jeden pytajnik to jest mało!} ma być:

Proces przejścia do tego etapu, ponoć…. był wyjątkowo długi…. i jest tak (tak jak jest), ponoć….bez niczyjej winy, tylko ze względu na jakieś specjalne warunki i wyjątkowe trudności związane z samym terenem dokonywanej operacji.

No i co mam (w odpowiedzi i na moje liczne pytania….) na takie “tłumaczenia” – pisać?

Słyszę jedynie po raz kolejny, że sytuacja (być może) jest lepsza jak myślimy.

Lepsza, ponieważ, tu uwaga – Polel raczej posiada dostęp do wody, dlatego, jest On ponoć! (to słowo się powtarza bardzo często, tak często, że zaczynam mieć coraz to większe wątpliwości, czy mówią tak -aby nas uspokoić, czy jest tak faktycznie) ) w stanie “przetrwać” bardzo długi okres czasu.

Jak długi jednak miałby to być przedział czasu, to nikt nie jest w stanie określić.

Słyszę tylko powtarzane w koło, że taka (tego typu sytuacja) – to nic nowego dla Polela,  i jest On – do przetrwania w każdych, dowolnie ekstremalnych warunkach świetnie przygotowany i (co napisze za moment, mocno mnie zastanawia, a nawet i zadziwia) odpowiednio wyposażony.

Dosłownie, jakby chcieli mi wmówić, alternatywnie zaś przekazać (czyt. niby wmawiają, ale chyba jednak i informują) —-> że Polel, może (tu powinienem napisać ponownie – “ponoć”) tygodniami, a nawet i całymi miesiącami “bezpiecznie” pozostać ukrytym i czekać na pomoc.

Jednym słowem – z tego co Polela Koledzy “mówią”  – to ja mam przyjąć do wiadomości, że Polel potrafi hibernować jak niedźwiedź. Ponadto… jeśli Polel jest przy życiu (a ponoc nic jeszcze nie wskazuje na to, że nie jest) to wszystko będzie “OK”.

OK tak szybko, jak tylko Polela (tego zaś, czy Polel jest tam sam, czy wraz z kimś innym – lub w jakiejś grupie, to dowiedzieć się nie mogę)… nie odszukają/odnajdą.

Tak to na dzień dzisiejszy wygląda.

Czwarty wymiar Smoleńska

Sobota, to szczególny dzień tygodnia dla pewnej tradycji. Rozłączeni, oddzieleni oceanem, rozmawiamy z sobą w ten dzień zazwyczaj przez telefon. Wypełniając pewien stały element, wieloletniego rodzinnego rytuału.

Zawsze tak było, niezmiennie – już od wielu lat. Od czasu, kiedy wrócił na stałe do Polski. Jedyne co się zmieniło, to że Jego – już wśród rozmówców po tamtej stronie nie ma. Od ponad 6 lat – nie uczestniczy już w tym naszym rytuale.

Nawyk przetrwał, zmieniony okolicznościami i trwa niezmiennie. Będąc elementem pamięci. Jego pamięci, co trwa i będzie na zawsze świadomie trwała w nas. Zakończywszy wczoraj późnym wieczorem kolejną sobotnią rozmowę telefoniczną z Polską, uświadomiłem sobie po raz kolejny,że ujawnienie i odkrycie Smoleńska, wbrew pozorom, nie posunęło się wymiernie do przodu. Tematem rozmowy jak zwykle – był Smoleńsk.

Tak bardzo się starałem, aby wyjść choćby na moment z tego zaklętego od lat kręgu tematycznego. Iście diabelskiego kręgu, stworzonego nieludzkim mordem, dokonanym po raz kolejny z udziałem Rosjan – na tej przeklętej – nieludzkiej dla Polaków ziemi. Który to już raz, nie sposób było zmienić tematu. Kiedy i czy – nadejdzie dla nas czas, kiedy będziemy mogli z sobą porozmawiać przez chwile tak “normalnie”. Tak pogawędzić sobie o czymś innym. Czymś mniej istotnym, niechby i błahym, byłoby wspaniale. Czy dane nam będzie, aby znów móc żartować i śmiać się? Tak beztrosko, tak jak bywało dawniej. Choćby i krótko, choć przez chwilę o koszmarze Smoleńska zapomnieć.

Płonne pragnienie, prostego marzenia, w zderzeniu z trwającym bólem – znowu się nam nie udało odejść od tematu Smoleńska. Nie potrafimy już o niczym innym rozmawiać. Ona nie chce – może chcąc – po prostu nie może. Wybiera niezmiennie, zatapiać siebie i mnie w otchłaniach wspomnień. Tych wypowiedzianych już setki razy słów, sentencji, tworzących ciąg opowiadań o Nim. Tak trudno jest Jej czasem zaczerpnąć tchu i utrzymać normalne tempo oddechu, kiedy opowiadając o Nim – zagłębia się i zatapia w otchłaniach oceanu wspomnień i bólu. Prawo wdowy, powiedziała kiedyś moja żona. Powiedziała tak 6 lat temu. Od tego momentu minęły lata, a wdowa pozostaje w swym bólu niezmienną. Prawo wdowy, prawo do bólu, jakże różne posiada zakresy czasu.

Ponad 6 lat minęło, a Ona znowu – tak bardzo i długo płakała. Potem był czas na nowości – odczytała powoli pismo o planowanych ekshumacjach jakie dostała. Momentami chaotycznie czytała, pomijając z jakiegoś tylko Jej znanego powodu, kolejność poszczególnych zdań. Dusząc się i łkając to pismo odczytała. Mam już tego wszystkiego po prostu dość nagle powiedziała.

Nie tylko o tym wczoraj mówiła. Chciała i wyżaliła się z wszystkiego raz jeszcze. Ponownie opowiadając wszystkie bolesne szczegóły. Szczególnie o tym, jak potraktowano ich w Rosji wtedy kiedy było Jej najtrudniej. Jak traktowano rodziny ofiar potem, już po powrocie do kraju. Nie oszczędziła sobie szczegółów, dotyczących tego wszystkiego – co jest teraz.

Koszmar, powolnych szczegółowych rozważań wszystkiego – od samego początku, do chwili obecnej. Wie, że nie będę przerywał. Posiada świadomość, że jak zawsze – pozwolę wyżalić się Jej do końca. Który to już raz, słyszałem od niej te słowa. Który to już raz, opowiadała o tym – jak widzieli się po raz ostatni. Szukając ukojenia bólu, znowu poprosiła cicho, abym opowiedział moją z Nim ostatnią rozmowę. Wsłuchując się w moją relacje, przerywała jednak, prosząc, abym powtórzył niektóre Jego słowa. Bo każde jest tak ważne, powiedziała.

Potem, jak w zamkniętej pętli czasu, powrót do tego – jak bardzo się kochali, jak im było dobrze o tym – jaką tworzyli rodzinę. Tak, tak, pamiętam, tak było – potwierdzałem jak zawsze każde jej słowo. Wiedząc, że chce usłyszeć po raz kolejny, że byli stworzeni dla siebie.

Zaskoczyła mnie zupełnie w pewnym momencie, mówiąc nagle o tym, jak ciężka staje się atmosfera w jej domu. Nigdy wcześniej o tym nie mówiła. Powiedziała, że dzieci za szybko dorastają. Wiesz, internet robi swoje, powiedziała zmienionym głosem, w którym brzmiała rozpacz i przerażenie. Dzieciom coraz bardziej brakuje Ojca, a ja nie mogę im pomóc – powiedziała.

Zaraz potem, wpadła prawie w histerie. Byłem zupełnie bezradnym. Co powinienem mówić, jak się zachować, jakich używać jeszcze argumentów. Ten koszmar trwa już tak długo. To musi się kiedyś przecież skończyć. Niespodziewanie poprosiła – abym im pomógł. Jak jednak mógłbym, nie powiedziała.

Potem mówiła takie rzeczy, że serce od jej słów się tylko łamało. Opowiedziała mi o tym, jak stali dzień wcześniej – modląc się przy grobie, który być może, nawet nie jest grobem jej męża – ich ojca. Kiedy doszła do momentu, kiedy Jej syn zapytał w pewnej chwili głośno, czy warto – aby się tu modlili, wiedziałem instynktownie, że szczyt bólu został właśnie osiągnięty. Poprosiłem, abyśmy zakończyli rozmowę, tłumacząc się tym, że zrobiło się już późno. Nie oponowała zupełnie. Kilka pospiesznie wypowiedzianych słów pożegnania i zakończenie kolejnej naszej rozmowy.

Nie ostatniej naszej rozmowy o Smoleńsku. To jedno – jedynie jest pewnym.

Czerwone trumny

Słowo wstępne

Tekst tej notki, napisałem i opublikowałem w formie komentarza na Salonie24 po raz pierwszy – w 2013 roku. Sprawa czerwonych trumien, podobnie jak i Smoleńsk, nadal pozostaje niewyjaśniona.

Sobotę 10.04.2010. wielu Polaków zapamiętało zapewne praktycznie na całe życie.

Jednak bardzo niewielu, zdaje sobie sprawę z faktu, że oglądając medialne przekazy serwowane ludziom tego dnia w środkach masowego przekazu, zostali poddani, bardzo starannie wcześniej zaplanowanej i wręcz po mistrzowsku przygotowanej manipulacji ich podświadomości.

Głównym celem tej celowej, świadomej, przeprowadzonej na milionach zszokowanych Polaków operacji medialnej, było trwałe wprowadzenie w umysły widzów, poprzez działanie na ich podświadomość, pewnych bardzo ważnych dla utrwalenia w ich świadomości „fundamentów” Smoleńskiego kłamstwa. Tylko w ten sposób, można było działać, aby ukryć przed milionami, będących w szoku ludzi w Polsce, iście teatralną naturę – dokonanej, przede wszystkim w studiach telewizyjnych, gigantycznych rozmiarów masowej manipulacji świadomości.

Nasze mózgi, są przede wszystkim procesorami podawanych im przez zmysły danych. Zmysł wzroku, cechuje przede wszystkim to, że większość podawanych mózgowi przez niego informacji/danych, to informacje zewnętrzne. dotyczące miejsc i obszarów z poza ludzkiego ciała. Omawiane informacje, czyli te – przekazywane do mózgu przez zmysł wzroku, cechuje ich bardzo często, wręcz niewyobrażalna ilość. Szczególnie dotyczy to sytuacji, kiedy oglądając telewizje, w bardzo krótkim przedziale czasu, jesteśmy poddawani istnemu natłokowi wizualnych obrazów. Nasze mózgi wtedy, często po prostu nie mogąc nadarzyć z analizą podawanych im przez wzrok informacji/danych. Praktycznie nie mając innego wyjścia, będąc poddawane kolejnym, następnym docierającym do nich obrazów, kierują ich znakomitą większość, jedynie do naszej podświadomości.

Dochodzi wtedy, do znakomicie znanej ekspertom od działania na ludzką podświadomość sytuacji, w której podświadomość odbiorców, przeważa nad ich świadomością.

Efektem końcowym, jest zapisanie na trwałe w umysłach widzów, pewnych obrazów – które w przyszłości, zdecydowanie będą definitywnie decydować o ich „postrzeganiu i rozumieniu” oglądanych – w ten sposób, celowo ” ZMANIPULOWANYCH OBRAZÓW”.

Od samego początku medialnej smoleńskiej „operacji” – widzowie poddawani byli, coraz to bardziej szokującym OBRAZOM. Działano bez wątpienia, według bardzo starannie opracowanego i przygotowanego dużo wcześniej, przez zajmujących się działaniem i wpływaniem na podświadomość psychologów planu. Elementem najważniejszym, przez co decydującym o powodzeniu omawianej „operacji” był następujący „OBRAZ”

Widok pojazdów budowlanych, zwykłych ciężarówek, wjeżdżających na lotnisko w Smoleńsku. Ciężarówek wypełnionych po burty – czerwonymi trumnami.

Ten właśnie „obraz” był celowo wybrany i bardzo skutecznie eksponowany. Obraz pozornie absurdalny w zaistniałej sytuacji, Jednocześnie jednak obraz tak szokujący, że po jego ujrzeniu, praktycznie nikt z oglądających, nie był już wstanie świadomie myśleć. Szok!

Zapytacie teraz zapewne. Dlaczego wybrano i ukazano te czerwone trumny?

Odpowiedz, jest równie złożona i skomplikowana, jak złożony i skomplikowany jest proces, celowego i skutecznego oddziaływania na podświadomość widzów.

Postaram się jednak udzielić, stosunkowo łatwej do przyjęcia/zrozumienia, mam nadzieje, że dla jak największej liczby czytelników odpowiedzi.

Konia z rzędem temu, kto poda drugi przypadek, kiedy na miejscu katastrofy lotniczej w 21 wieku, ciała ofiar są wkładane publicznie do trumien, następnie są pakowane niczym materiały budowlane na otwarte ciężarówki i wywożone z miejsca zdarzenia.
Takie to sceny, mogące się kojarzyć z jakimś kiepskim filmem grozy, zostały celowo ukazane w naszych mediach. Całość tego medialnego przekazu, byla dokładnie wyreżyserowana, atmosfera (dla wzmocnienia efektu) pogrzebowa, zaś czerwone trumny – były wybranym świadomie elementem scenografii.
Czerwone trumny to wręcz perfekcyjnie dobrany bodziec emocjonalny z punktu widzenia celowego działania na podświadomość odbiorców.
Proszę nie zapominać o fakcie, że odbiorcami medialnego przekazu, było przede wszytkim polskie społeczeństwo, któremu przygotowano zmanipulowany calkowcie przekaz informacyjny połączony niejako już z wizją pochowku/pogrzebu. Podświadomie, mając przed oczami wizerunek obraz trumny, myślimy o miejscu spoczynku bliskich nam osób, już w nim praktycznie jesteśmy, nie pokonujemy nawet faktycznej drogi myślenia , jaką musielibyśmy przebyć w rzeczywistości. Nasza podświadomość lubi szczególnie wszelkie rytuały. Cechą podświadomego umysłu praktycznie każdej osoby, jest łatwość wprowadzania w pewnego rodzaju „trans” poprzez powtarzające się czynności ( pochód niesionych trumien ) czyli celowe psychologiczne do celów wykorzystanie symboli ( trumna symbol śmierci ) w kolorze czerwonym( jest szczególnie sugestywny) Zaszczepiono, oraz jednocześnie zakotwiczono w podświadomości widzów „wsie pogibli” w formie ostateczności zdarzenia, w tym kondukcie czerwonych trumien. Podświadomość nie zna praktycznie pojęcia czasu, twórcy tego „show” doskonale zdawali sobie sprawę z tego faktu. Dla podświadomości zawsze istnieje tu i teraz — chwila obecna – taka została ukazana w formie trumien. Przyszłość dla oglądającego taki przekaz jest tym, co się jeszcze nie wydarzyło, a więc nie istnieje. Przeszłość oznacza to, co już przeminęło, a wiec niezwarto się nad nią wdanej chwili zastanawiać. Podświadomie jesteśmy bardziej otwarci na dowolne sugestie w hipnotyzującym, „nastrojowym” otoczeniu. Dzięki symbolowi obrazującym życie lub śmierć – TRUMNY, odpowiednio dobranej muzyce, wyciszono świadomość, obniżając częstotliwość fal umysłu odbiorców.

Reasumując:

Stopień zaawansowania, omawianej psychologicznej formy oddziaływania na odbiorców, za pomocą skutecznego medialnego przekazu w formie celowego oddziaływania na podświadomość, świadczy o uprzednim, bardzo starannym przygotowaniu scenariusza tego medialnego przekazu, przez wysokiej klasy „fachowców”. Takich, można znaleźć w pierwszym rzędzie w tzw. służbach.